sobota, 20 listopada 2010

Czeskie ścieżki (2): CYCKI I CZOŁGI

Poranek. Parkujemy "Błękitną Strzałę" w centrum Ostrawy, gdzie urodził się najsłynniejszy czeski pieśniarz i współpracownik tamtejszej komunistycznej bezpieki (pseudonim "Mirek"), Jaromír Nohavica. Gdyby ktoś nie kojarzył tego pana, może posłuchać (i zobaczyć), jak śpiewa. O Ostrawie w Ostrawie:



Ostravo Ostravo
město mezi městy hořké
moje štěstí
Ostravo Ostravo
černá hvězdo nad hlavou...


Tak właściwie są to dwa miasta, położone na dwóch brzegach Ostrawicy: lewobrzeżna Morawska Ostrawa i prawobrzeżna Ostrawa Śląska (a jeszcze nie tak dawno - Polska). Byli tu Niemcy, byli husyci, była dżuma, która zdziesiątkowała mieszkańców. Historia okolicy nie oszczędzała, zostawiła za to sporo pamiątek.

Idziemy na spacer. Szybko docieramy pod neorenesansową Katedrę Boskiego Zbawiciela, która wcale nie przypominałaby kościoła, bardziej stary dworzec, gdyby nie dwie siedemdziesięciometrowe wieże. Ale nawet one nie rzucają na kolana, zaraz ruszamy więc dalej, w kierunku rynku Morawskiej Ostrawy, czyli Placu Tomasza Masaryka.

Tomasz Masaryk, gdyby ktoś nie wiedział (ja do niedawna nie wiedziałem), to "ojciec niepodległej Czechosłowacji", pierwszy prezydent tego kraju, pełniący urząd nieprzerwanie przez siedemnaście lat (1918-1935)! W młodości zasłynął bójkami z rówieśnikami niemieckiego pochodzenia, jednak rodacy po jego śmierci (w roku 1937) jakoś nie wykazywali już podobnych skłonności.

Plac Tomasza Masaryka w Ostrawie, świeżo przebudowany, podobnie jak katedra nie robi na nas wielkiego wrażenia. Choć przyznać trzeba, jest duży i od roku 1960 ma dość szczególny kształt litery L, gdyż ówczesne władze zleciły wyburzenie kwartału kamienic. Przy okazji zabrano też z placu trzystuletnią kolumnę maryjną i figurę św. Floriana, które na szczęście pod koniec XX wieku wróciły na swoje miejsce. Stoi też tutaj kilka ładnych, stuletnich kamienic. Zasadniczy problem polega jednak na tym, że z zabytkowymi budynkami sąsiadują paskudne domy handlowe z blachy i szkła, szpecąc tym samym okolicę.

Sytuacji nie ratuje nawet ratusz z XVI wieku, wielokrotnie przebudowywany w różnych stylach, po pożarach czy trafieniu piorunem. Od roku 1931 znajduje się w nim siedziba Muzeum Ostrawskiego, wtedy bowiem oddano do użytku nowy ratusz z dziewięćdziesięciometrową wieżą ze szkła i metalu. Widząc ją z daleka, byłem przekonany, że to część jakieś kopalni albo fabryki.

Ale miasto ma aż trzy ratusze. Trzeci mogliśmy obejrzeć, kiedy przeszliśmy po moście na drugi brzeg rzeki, do Śląskiej Ostrawy, która do 1919 roku nazywana była Ostrawą Polską. Zmieniono nazwę, kiedy miejscowość znalazła się w granicach Czechosłowacji. Wkrótce potem połączono ją z lewobrzeżnym osiedlem.

Znajduje się w niej zamek wzniesiony w XIII wieku przez śląskich Piastów, mocno zniszczony przez wojny, pożary i buldożery komunistów. W okresie wojen husyckich stacjonowały tu oddziały "sierotek", radykałów nazwanych tak po śmierci hetmana husytów, Jana Žižki, byłego najemnika (walczył między innymi pod Grunwaldem, po naszej stronie) i czeskiego bohatera narodowego, na cześć którego jedna z dzielnic Pragi nazywa się Žižkov. Właścicielem zamku był wówczas przywódca "sierotek", Jan Čapek, jeden z bohaterów "Trylogii husyckiej" Andrzeja Sapkowskiego.

Wróćmy jednak do trzeciego z ostrawskich ratuszów, zbudowanego sto lat temu. Biały, trochę neorenesansowy, trochę secesyjny budynek prezentuje się nieźle, oglądamy go sobie więc ze wszystkich stron. Na zielonym wzniesieniu, z błękitem niebem w tle wygląda malowniczo. Szybko jednak przykuwa naszą uwagę pobliski pomnik i o ratuszu zapominamy.

Ów pomnik to radziecki T-34, uważany - choć można mieć poważne wątpliwości, czy słusznie - za jeden z najlepszych czołgów, jakie pojawiły się na frontach drugiej wojny światowej (tak, "Rudy" czterech pancernych to właśnie T-34). Ba! Wiele państw używało pojazdów tego typu długo po wojnie, w niektórych zakątkach świata do dziś zobaczyć można T-34 na wyposażeniu armii. Czołgi te brały udział w wojnie koreańskiej i w wietnamskiej, w licznych konfliktach na Bliskim Wschodzie, odegrały też istotną rolę na Cyprze (podczas zamachu stanu), a nawet na Bałkanach w latach 90-tych XX wieku.

Ale czołg, który mamy przed oczami, od dekad nie uczestniczył w żadnej bitwie. Celując lufą w niebo, stoi na wysokim postumencie, przyozdobionym płaskorzeźbami. Możemy więc podziwiać dzielnego sołdata, prącego naprzód z karabinem i sowiecką flagą, za plecami którego kryje się kobieta z niemowlęciem.

- E, z drugiej strony jest fajniej - komentuje Ania. - Są cycki.

Biegnę. Rzeczywiście, są cycki - i jest reszta półnagiej kobiety z dziwną twarzą. Wyciąga ramię równolegle do lufy nacierającego czołgu. Socrealistyczna Wolność wiodąca radziecki lud na imperialistyczne barykady. Delacroix może się schować.

A skoro już jesteśmy przy cyckach. Uświadamiam sobie, że podczas niezbyt długiego przecież spaceru po Ostrawie widziałem wyjątkowo dużo atrakcyjnych kobiet, z fajnym biustem właśnie, długimi nogami - a przy tym bardzo zadbanych, umalowanych z wyczuciem i dobrze ubranych. I ani jednego - że pozwolę sobie zacytować prezydenta - kaszalota. Ani jednej naprawdę brzydkiej czy grubej dziewczyny, serio. Rzecz, niestety, na polskiej ulicy nie do pomyślenia.

Morał z tego taki, że Czeszki chyba rzeczywiście są ładniejsze od Polek. Choć nie wiem, czy mają szczęście z urodzenia, czy po prostu raczej bardziej o siebie dbają. W każdym razie przestałem się dziwić znajomemu, który zaraz po studiach przeprowadził się do Pragi.

Takiemu to dobrze.

Czeskie ścieżki (1): BŁĘKITNA STRZAŁA
Czeskie ścieżki (3): KNEDLIKI PO ANGIELSKU
Czeskie ścieżki (4): ZOMBIE POD KATEDRĄ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz