czwartek, 25 listopada 2010

Czeskie ścieżki (4): ZOMBIE POD KATEDRĄ

Nie wszystkie czeskie drogi są tak fajne, jak nam się na początku wydawało. Jedziemy po autostradzie - a trzęsie jak w pociągu rozpędzonym na zdezelowanych torach między Częstochową a Lublińcem. Niestety "Błękitna Strzała" nie ma miękkiego zawieszenia. Na szczęście kolejny punkt programu naszej wyprawy już blisko.

Brno. Drugie co do wielkości miasto Republiki Czeskiej, największe miasto Moraw. Już w VI wieku powstała tu słowiańska warownia, a na początku XI stulecia książę Brzetysław wybudował gród, który rozwinął się we współczesne miasto (prawa miejskie - 1243 rok). Nieskutecznie oblegali Brno husyci, podczas wojny trzydziestoletniej Szwedzi, a w roku 1742 wojska pruskie. Udało się je zdobyć dopiero Napoleonowi, który rozkazał później wyburzyć większość miejskich fortyfikacji i Brno przestało być twierdzą.

Zaraz po tym, jak wjeżdżamy do miasta, widzimy wybijającą się ponad wszystko katedrę. - Wielka jak świątynia Ulryka w Middenheim! - stwierdza Kuba, a ja muszę przyznać, że coś w tym jest.

Jeśli nie masz pojęcia, Drogi Czytelniku, o co chodzi w tym porównaniu, nie martw się, to nie świadczy o Tobie źle. Po prostu nie jesteś, jak my, erpegowym geekiem, który zmarnował sobie młodość na turlaniu kostkami i zabijaniu smoków. Niech starczy Ci, że katedra, doskonale widoczna już z daleka, wygląda majestatycznie.

Jednak to nie do niej najpierw idziemy. Co prawda, taki był plan, ale jedyny wolny parking znajdujemy pod hotelem ulokowanym naprzeciwko zamkowego wzgórza. Zatem - na Špilberk!

Zamek wzniesiony przez króla czeskiego Przemysława Ottokara II na przestrzeni ponad siedmiu wieków swej historii pełnił role siedziby monarchów, potem margrabiów morawskich, był więzieniem o bardzo ostrym rygorze, a dziś mieści się w nim muzeum. Co prawda, sam w sobie nie wygląda szczególnie imponująco - i w Czechach i w Polsce pełno ładniejszych zamków - ale spacer po otaczającym go, malowniczym parku i widok z murów na prawie całe Brno sprawiają, że z wycieczki jesteśmy zadowoleni. Pora na katedrę.

Katedra Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Brnie rzeczywiście jest wielka, ale z bliska nie wygląda już tak wyjątkowo. To przede wszystkim położenie na szczycie wzniesienia dodaje świątyni majestatu. Nie poświęcamy jej zbyt wiele uwagi i cennego czasu, chcemy przecież jeszcze zwiedzić uliczki starego miasta, a robi się późno.

Zatem odwracam się plecami do katedry i nagle widzę na dachu naprzeciwko... konia zombie. Nie mam pojęcia, co autor miał na myśli, ale wygląda toto - geek mode on - jak wierzchowiec ożywieńców z bitewnego Warhammera. Jakby tego było mało, z sąsiedniego dachu najwyraźniej przygląda mi się samuraj. Fajne miasto, to Brno.

Ale nie spędzimy już w nim zbyt wiele czasu. Praga czeka!

Czeskie ścieżki (1): BŁĘKITNA STRZAŁA
Czeskie ścieżki (2): CYCKI I CZOŁGI
Czeskie ścieżki (3): KNEDLIKI PO ANGIELSKU

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz