wtorek, 9 listopada 2010

Gołąb maltański (5): SENGLEA ATHLETIC F.C.

Senglea (po maltańsku: L-Isla) to trzecia - obok Birgu i Bormli - z miejscowości tworzących maltańskie Trójmiasto, Three Cities, zwane także Cottonerą. To od nazwiska wielkiego mistrza joannitów, Nicolasa Cottonery. Zresztą podobnie z Sangleą, nazwaną tak na cześć mistrza Claude'a De La Sengle, za czasów którego wybudowano miasto w miejscu, gdzie wcześniej znajdowało się jedynie kilka budynków (pierwszym była najprawdopodobniej kaplica z roku 1311).

Przystanie, fortyfikacje, ulice i kościoły wyglądają tutaj tak samo, jak w Birgu i Bormli, za to naszą uwagę przykuwa coś naprawdę niezwykłego. Boisko. Nie żeby boiska były na Malcie rzadkością. Wręcz przeciwnie, jest ich tu pełno, w każdym miasteczku i w każdej wiosce. Na tej małej wyspie (no dobrze, na dwóch wyspach, z tym że druga, Gozo, jest jeszcze mniejsza) są aż cztery ligi piłkarskie. Serio! The Maltese Premier League, a niżej First, Second and Third Division. Oj, widać, że Brytyjczycy tu byli, widać.

Zresztą same nazwy klubów wyraźnie wskazują, kto zaraził Maltańczyków miłością do futbolu. Senglea Athletic F.C. (najlepsza drużyna z miejscowości, którą zwiedzamy), Sliema Wanderers F.C. (najbardziej utytułowany klub w kraju) czy Hibernians F.C. I wszystko jasne, prawda?

Wracając jednak do wspomnianego boiska, którego widok nas zaskoczył. To że Maltańczycy w swoich ciasnych miasteczkach wciskają placyki do gry w piłkę, gdzie tylko się da, już wiedzieliśmy. Ale żeby aż tak?! Oto wychylamy się za murek nad przystanią i nagle widzimy pod nami - pomiędzy murami, płotami i parkingiem, kilka metrów od morza - boisko ze sztuczną murawą, mające kształt nieforemnego czworokąta, z jednym polem karnym dwa razy większym od drugiego.

Biegają po nim zawzięcie dziesięcioletni chłopcy, na których pokrzykuje jakiś mężczyzna, pewnie trener. Najwyraźniej trafiliśmy na trening trampkarzy tutejszej drużyny. Dziwny kształt boiska zdaje się im wcale nie przeszkadzać.

Jesteśmy pod wrażeniem. Przez chwilę patrzymy, jak grają, w pobliżu jednak jest miejsce, z którego rozciąga się fajniejszy widok. To znaczy joannicka baszta obserwacyjna, ozdobiona symbolami uważnej warty: żurawiem, okiem i uchem, ulokowana na skraju przybrzeżnych fortyfikacji, tuż koło niewielkiego ogrodu. Znajduje się w doskonałym miejscu, widać z niej całą zatokę, Birgu, Bormlę i Fort Świętego Anioła. A także Vallettę, o wizycie w której kilka słów napiszę wkrótce.

Ale nie w najbliższym odcinku. Następnym razem będzie bowiem o jedzeniu.

Gołąb maltański (1): POŻEGNANIE Z EUROPĄ
Gołąb maltański (2): SPYTAJ POLICJANTA
Gołąb maltański (3): GROM W RAJU
Gołąb maltański (4): ANIOŁY I KRZYŻE
Gołąb maltański (6): OSTATNIE ANGIELSKIE ŚNIADANIE

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz