poniedziałek, 15 listopada 2010

Gołąb maltański (6): OSTATNIE ANGIELSKIE ŚNIADANIE

Za pierwszym razem nawet mi smakowało. Czułem się po nim co prawda nieco ociężały, ale że nigdzie mi się nie spieszyło, nie był to problem. Więc następnego dnia zamówiłem to samo, tym razem w innym lokalu (acz przy tej samej Turystycznej ulicy w Buġibbie), również prowadzonym przez Brytyjczyków, których całkiem sporo uciekło na Maltę nie na tydzień czy dwa, lecz na dobre. Zważywszy na brytyjski klimat, nie dziwię się wcale.

Nie zaczyna się najlepiej. Śniadanie przynosi kelner, na oko, osiemdziesięcioletni (przynajmniej!). Z chorobą Parkinsona. Nie, nie żartuję. Talerze z jedzeniem jeszcze jakoś doniósł, ale jedną trzecią herbaty i mleka zgubił po drodze. Cóż, to fajnie, że człowiek w tym wieku, pomimo widocznych trudności, chce pracować - ale mogliby mu chyba znaleźć jakieś inne zajęcie, co?

Ech, mniejsza o to, ważne, że kolejne angielskie śniadanie znalazło się przede mną. Dwie przypieczone kiełbasy, dwa niemal spalone jajka sadzone, kilka plastrów boczku, pomiędzy tym wszystkim fasola i smażone pomidory, tu i ówdzie trafi się kawałek grzybka... Sporo żarcia, a zapłaciłem trzy euro. Wszystko niestety skąpane w tłuszczu, który przy każdym poruszeniu widelca wylewa się z talerza na obrus z ceraty. Aha, obok jest jeszcze drugi talerz, a na nim góra tostów.

Jem i tym razem nie smakuje mi już tak bardzo, choć nie mogę powiedzieć, że jest gorsze niż poprzedniego dnia. Chyba straciło po prostu urok nowości - i pozostał tylko tłuszcz. Nie udaje mi się dokończyć. I na następne podobne śniadanie nie mam już ochoty - przynajmniej do czasu, kiedy nie zacznę na pełny etat pracować w polu.

Bo rozumiem, że takie jedzenie było sensownym rozwiązaniem dla chłopów i robotników, którzy o świcie wyruszali do ciężkiej, fizycznej pracy, by następny posiłek zjeść dopiero po zmroku. Ale jak Brytyjczycy mogą jeść coś takiego (wielu z nich - codziennie!) przed wyjściem, dajmy na to, do biura, w którym spędzą na siedząco kilka godzin, z przerwą na lunch, i podjadając krakersy? Albo na Malcie, przed pójściem na plażę?

Najwyraźniej mogą. I wyglądają przez to tak, jak wyglądają - z opublikowanego niedawno raportu OECD wynika, że 63% Brytyjczyków ma nadwagę. Wyprzedzają ich tylko Amerykanie, z wynikiem 67%.

Zatem angielskim śniadaniom mówimy "nie!". A następnym razem może napiszę wreszcie co nieco o wizycie w Valletcie. I o gołębiu.

Gołąb maltański (1): POŻEGNANIE Z EUROPĄ
Gołąb maltański (2): SPYTAJ POLICJANTA
Gołąb maltański (3): GROM W RAJU
Gołąb maltański (4): ANIOŁY I KRZYŻE
Gołąb maltański (5): SENGLEA ATHLETIC F.C.

1 komentarz:

  1. to kiedy bedzie o tym gołębiu?? bo mam wrażenie że tu już inne historie sa na pierwszym planie, a nie te maltańskie... ;)))

    OdpowiedzUsuń